Byliśmy ostatnio z Żoną u znajomych. Znajomy mówił, miedzy innymi, o skupianiu się na swoim celu i podążaniu za nim. Przez niego – siedzę teraz i myślę.
Mam to szczęście, że lubię swoją pracę. W sensie – lubię robić to, co robię w pracy. Nie muszę narzekać, że robię nudne rzeczy, żeby utrzymać. Nie marudzę, że dopiero wieczorem mogę zająć się czymś ciekawy.
Jednak kiedy nadchodzi ten wieczór, jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia…
Mam swoje RPGi. Lubię prowadzić, lubię grać (chociaż wolę to pierwsze). Granie zajmuje wiele czasu. Aby poprowadzić sesję, potrzeba co najmniej dwóch wieczorów – jeden na przygotowanie, drugi na granie.
Lubię też wymyślać gry. Wolę słowo „projektować”, ale w moim wydaniu to bardziej wymyślanie. Projektowanie sugeruje głębokie przemyślenie tematu, wyważanie składników, posługiwanie się narzędziami. Inżynierskie podejście do zagadnienia. Epika to mój pierwszy projekt, który potraktowałem tak poważnie. Wcześniejsze funkcjonują jako zbiór luźnych zapisów w notesie.
Nie będę pisał jak czasochłonne jest wymyślanie gry…
Mam swoją japońszczyznę. Żeby się skutecznie nauczyć języka, trzeba systematyczności, zaparcia i wysiłku. Sprytne narzędzia wspomagają proces metoda kija i marchewki, ale fakt pozostaje faktem – godzina-dwie dziennie, aby robić sensowne postępy. Skąd wziąć tyle czasu?
Chciałbym, naprawdę bardzo chciałbym nauczyć się grać w go. Na to nie dość, że trzeba dużo czasu, to przydadzą się długie chwile, w których nikt i nic nie przeszkadza. Godzinna partia to nic nadzwyczajnego, dłuższe też nie należą do rzadkości. (W historii go zdarzały się partie trwające miesiącami. Szachy są przy tym słabe). Jedynie późną nocą można zapewnić sobie takie warunki. A późną nocą śpię.
Co jeszcze? Jestem uzależniony od czytania. Czytam kiedy tylko mogę. Okazuje się, że okazji wcale nie ma tak wiele. Jadąc do pracy w autobusie i kładąc się spać – tylko takie chwilę są „pewne”.
Namiętnie słucham podcastów. Tych o RPG, którym poświęcam więcej uwagi, słucham rano, szykując i konsumując śniadanie. Tych zawodowych – w pracy, godząc się z tym, że czasem coś mi umknie.
Nie będę już nawet wspominał o takim drobiazgu jak to, że chciałbym spędzać wieczory z Żoną…
Skupiać się na celu i podążać za nim? Dobre sobie. I tak odrzuciłem już wiele pobocznych hobby. Kategorycznie zakazałem sobie zajmować się nimi. Nie czytać, nie wymyślać, nie poświęcać ani chwili. Jak mam się skupić, kiedy tyle mnie interesuje? Jak podzielić dobę, żeby na wszystko starczało czasu?
(Sen wielofazowy odpada. Nie mam w pracy miejsca, w którym mógłbym spokojnie się zdrzemnąć.)
Leave a comment