Sam Chupp przeprowadził wywiad z Johnem Wickiem, głównie na temat jego nadchądzącej gry. Zachaczyli w nim też o kilka ogólnoRPGowych tematów. Jeden z nich zmusił mnie do napisania tej notki.
Wizards of the Coast (a pośrednio - Hasbro) miał kłopoty ze spadającą sprzedażą podręczników do D&D. Jak na poważną firmę przystało, przeprowadzili poważne badania rynku. Wyniki były bardzo ciekawe. Ogromna większość tych, którzy przestali grać w D&D, porzuciła go na rzecz… World of Warcraft. Uzasadnienie: w WoW mam dokładnie to samo. The same experience.
Można z tego wysnuć dwa wnioski.
1. Od dawna posługiwano się stereotypem: w RPG chodzi o to, żeby zabijać potwory i zabierać im skarby. Okazuje się - co mnie osobiście bardzo smuci - że w/w ogromna większość naprawdę tak gra. Skoro w przesiadce na WoW nie widzi różnicy? Potwory? Są. Skarby? Są. Znajomi? Są. To samo.
2. RPG są rozrywką niszową. Gry, które nastawiają się na inne tematy, niż potwory i skarby, są niszą RPG. Wiele wskazuje na to, że wkrótce nasze hobby może powrócić do garażu.
(Indies z kolei są niszą w niszy w niszy.)
Z innego źródła dowiedziałem się, że wydawcy wycofują się z RPG. Planszówki, karty, figurki - generują zyski, natomiast RPG jest na wylocie. Nie dalej jak parę dni temu Black Industries ogłosiło zamknięcie linii RPG. I to po rewelacyjnym starcie Dark Heresy.
No dobrze. Co na to Hasbro?
D&D 4e. Gra wyraźnie nastawiona jest na ożywienie rynku RPG. Ma być prostsze, mniej encyklopedyczne, dawać łatwiejszy start, skracać czas przygotowania do gry. WotC ma zorganizować ogromne imprezy promocyjne. Na tyle duże, żeby zostały zauważone przez media.
I ma zawierać narzędzia do gry online.
D&D 4e ma być jednocześnie grą papierową i grą online. Narzędzia dla graczy, narzędzia dla MG, prowadzenie gry przez sieć, z grafiką 3D i muzyką.
Rozważmy dwie możliwe ścieżki.
1. D&D 4e spali na panewce. Gracze tego nie kupią, nowa gra się nie spodoba, a WoW (lub jakiś jego następca) zabierze WotC resztę klientów. RPG utraci profesjonalnych wydawców, na rynku zostaną sami hobbiści.
2. D&D 4e odniesie sukces. Na grę rzucą się rzesze młodych ludzi, serwery zapełnią się postaciami, światy renderowane w 3D będą rozbrzmiewać krzykami mordowanych potworów. Pozostali wydawcy powtórzą ten schemat albo wywieszą tabliczkę “Zamknięte do odwołania”.
Tak czy siak - wydaje mi się, że RPG zmieni się nieodwracalnie.
Hobbistyczny rynek ma swoje zalety - więcej radości z wydawania gier, więcej zaangażowania. Z drugiej strony - słaby skład, przeciętne ilustracje… A tematyka? Skoro mainstream przejdzie do sieci, papierowe RPG będzie musiało być inne - bardziej wykręcone, zarówno w warstwie tematycznej, jak i formalnej.
Dzisiejsze indie będzie mainstreamem jutra. Jakie wtedy będą indies?
Wnioski proste. Na (klasycznie rozumianym) RPG biznesu na dłuższą metę się nie zrobi. O ile nie nastapią jakieś nagłe, nieprzewidziane zmiany kulturowe i/lub technologiczne, utrzyma się tylko w formie hobbystycznej.
Indie (generalizując oczywiście) mają to do siebie, że trafiają w publiczność, której inne media nie są w stanie zapewnić poszukiwanego doświadczenia. Dopóki nie pojawi się forma zapewniająca to samo, tylko łatwiej, będą na czasie. Przynajmniej w swojej małej niszy.
Do tego jeśli mówimy o produkcjach niezależnych mamy jeszcze do czynienia z zupełnie innym modelem rynkowym. Właściwie, modelami, bo atrakcyjnych możliwości wydawniczych jest sporo, od sprzedaży pdf-ów i POD-ów po darmowe publikacje sieciowe. Świat się zmienia, trzeba ewoluować razem z nim
Natomiast czy chodzi o zmiany w RPG? Sam nie wiem. Jestem separatystą
Stopniowo popadam w coraz głębsze przekonanie, że jednak pod szyld “RPG” trafił szereg wyraźnie odmiennych aktywności, których jednak nie powinno się pakować do jednego worka.
Nie smuci mnie więc, jak gra ogromna większość tzw. “erpegowców”. Wpływa to na mnie tak samo, jak sposób, w jaki bawi się w swoje gry większość karciarzy, figurkowców czy graczy komputerowych, czyli prawie wcale. Moje doświadczenia nijak się nie mają do ich doświadczeń, więc ani ja w niczym nie pomogę im, ani oni mi.
Grywałem w “tradycyjne” RPG, grywałem w nie-tak-tradycyjne-ale-popularniejsze D&D, grywam w systemy indie. IMO różnią się zbyt mocno, by traktować je jako jednolite hobby.
Myślę, że coś jednak jest we wszystkich zarzutach typu “to nie jest RPG”
Wyobraź sobie gościa z kasą. Kupuje sobie wypasioną terenówkę. Nie miejskiego SUVa, ale fachowe, terenowe auto. Mógłby nim przejechać Saharę albo Syberię. A jedyne co z nim robi, to myje i jeździ raz na tydzień na zakupy.
I to mnie smuci. Jako inżyniera - smuci mnie marnowany potencjał. Tak samo z RPG, ta rozrywka ma ogromne możliwości, które są marnowane. Szkoda. Ale też nie uważam, że to jakieś “złe” granie. Wolnoć Tomku w swoim domku! Granie jest złe, jeśli nie sprawia ci przyjemności. Kropka.
Nie uważam, żeby zarzuty “To nie jest RPG” miały jakikolwiek sens. To jakby komuś, kto jeździ tylko na oślich łączkach zarzucać “To nie jest narciarstwo”. Bez sensu. Mam na nogach narty i jeżdżenie sprawia mi przyjemność. Niech “prawdziwi narciarze” spadają na bambus!
Szczerze mówiąc, od jakiegoś czasu, wiedziałem, że większość ludzi w RPG widzi Hack and Slash.
I dlatego WoW jest lepszy, bo możesz siedzieć w domu, masz lepszą grafę niż na sesji i włączasz grę kiedy chcesz, a ludzie zawsze tam będą.
Jak mnie to dotyczy?
Sesje rpg gram już tylko po Skype’ie.
Dzisiaj grałem 4,5h w planszówki (jak co piątek).
Jutro idę na nockę Halo 3, 2 duże TV.
Poza tym, jaki garaż? Czy RPG jest tylko wtedy porządne, kiedy wyda się go na papierze?
Ilustracje można dostać za darmo od artystów, którzy chcą się reklamować.
Skład dokumentów jest prosty, kto chce, to się go nauczy.
Korekta? Automatyczna, albo darmowa od Fana.
Tzn. ja w tej chwili sam oficjalnie przyznaję, że to w co gram nie jest RPG. I dobrze mi z tym. Mam swoje hobby, interesują mnie konkretne gry konkretnych rodzajów. Niech sobie to ludzie nazywają “narciarstwem”, ja świetnie się bawię “ślizgając”
Po prostu nie wiem, po co upychać wszystko pod jeden wielki parasol. W imię czego? Fanowskiego braterstwa?
Cały ten motyw z “WoW daje to samo” wydaje mi się natomiast trochę abstrakcyjny. Przez ładnych kilka latek grałem sobie wesoło w D&D, jak najbardziej zabijając potwory i kradnąc ich stuff, i świetnie się przy tym bawiłem (wiem, smutne ;)). Jednocześnie, jakoś nigdy nie przemawiały do mnie gry MMORPG, a Diablo szybko znudziło. Wciągał mnie bardzo ADOM, z grafiką ASCII. Ale magnetyzm WoW jest mi cokolwiek obcy.
Fakt faktem, zamiast na WoW przesiadłem się gdzieś po drodze na indie
Natomiast, Darken, z wydawaniem jednak nie jest wcale tak fiołkowo. Przynajmniej jeśli chce się jakości, która uzasadniłaby sięgnięcie po format inny niż łysy plik txt czy post na blogu. Porównaj jednak pdf-y z DDR, zrobione jakby nie patrzeć przy wcale nie tak dużym nakładzie czasu i wysiłku, z takim powiedzmy hiszpańskim TSoY
A ja ni z gruchy ni z pietruchy - fajnie, Yubi, że wróciłeś do blogosfery
Beacon:
Darken: Pewnie, że wszystko składające się na proces wydawania publikacji można zrobić samemu. Użyć darmowych ilustracji, nie robić korekty… Ale nie osiągniesz w ten sposób jakości produktów profesjonalnych. I tak, publikacja (każda, nie tylko RPG) jest porządna jeśli zrobić się ją porządnie. A amatorska, jak zrobi się ją po amatorsku, w garażu. To czy jest wydana na papierze czy nie, nie ma znaczenia.
Arioch: Hmm, przerabialiśmy już “To nie jest RPG, to jest Storytelling…”
Ostrożny bądź.
Hmm. Nie wiem z czym tu być ostrożnym. Mam po uszy wojen o jedno słowo.
Przez wiele lat gry w D&D mówiono mi regularnie, że nie gram w RPG tylko w zaawansowaną planszówkę strategiczną i takie tam. Wtedy z tym walczyłem, no bo jak to? Przecież trzeba było postawić się i udowodnić, że to co robię jest jednak godne magicznych trzech literek.
Powiedzmy, że po długiej fandomowej batalii D&D wyrobiło sobie raczej powszechnie uznawany w kraju status RPG. Tyle tylko, że kiedy patrzę na “polską szkołę D&D”, niezbyt ma się to do gry, która przez tyle lat dostarczała mi rozrywki. D&D - przynajmniej w kraju - nie tyle znalazło sobie miejsce obok RPG, co raczej zostało przez RPG zasymilowane.
Teraz co i rusz pojawiają się pogardliwe zarzuty, że indie to nie RPG. Na początku również z tym walczyłem. Ale wiesz co? Jeśli spojrzeć z dystansu, było to zwyczajnie… bzdurne.
Tylu ludzi przekonuje mnie od lat, że gry, które mnie bawią nie są grami RPG. Jednocześnie to, co proponują jako alternatywę nigdy tak naprawdę mnie nie bawiło. Wobec tego, patrząc z dystansu, dlaczego właściwie zależało mi na obronie tego trzyliterkowego statusu? Przecież to co powszechnie z nim wiązano nie było nawet tym, co tak naprawdę z zabawy chciałem wyciągać.
Wniosek? To co powszechnie określa się w kraju jako RPG nie bawi mnie. Nie lubię RPG. Nie gram w RPG, i jestem z tego dumny
Po zastanowieniu, nie widzę po prostu powodu, by szarpać się o trzy literki. Mogę po prostu puścić je i spożytkować ten wysiłek w bardziej konstruktywny sposób.
Storytelling… to również nie jest RPG, w polskim rozumieniu. Storytelling ostateczenie zszedł do podziemia, i ma się tam bardzo dobrze. Storytellingowcy, którzy jeszcze pozostali w hobby siedzą sobie w swoich własnych piaskownicach i świetnie się bawią, z dala od wrzasków dzieciaków z trzepaka.
Indie również może znaleźć sobie swoją własną piaskownicę, tak jak w gruncie rzeczy stało się na zachodzie. Dzieciaki z podwórka, które będą chciały się w niej pobawić przyjdą i się pobawią. Pozostali będą dalej siedzieć na trzepaku. I wszyscy będą szczęśliwi.
Z publikacją chodzi mi o jedną rzecz.
Kiedy robiono dnd w garażu, szczytem było ksero. Brali te swoje spinacze i tak powstały ich zeszyty z zasadami.
Teraz mamy zaawansowane, darmowe edytory tekstowe.Programy do składu DTP. Internet z poradnikami jak to zrobić. Ludzi, którzy mogą nam doradzić. Darmowe obrazki, albo poradniki jak zrobić to samemu w edytorze graficznym.
Są drukarki w każdym domu, są drukarnie PoD.
Są możliwości, potrzebne są jak zwykle chęci.
Darken: Ja nie mówię, że się nie da. Da się. Ale to będą produkcje amatorskie. To, ze dzisiejsze amatorskie wyglądają lepiej niż produkcje profesjonalne sprzed 30 lat? Tak. Ale nie wytrzymują porównania z dzisiejszymi produktami.
Arioch: Nie widzę w tym sensu. Najpierw nie widzisz powodu, żeby się szarpać, a potem z dumą oświadczasz, że nie grasz w RPG.
To w sumie zabawne jest
Kiedy próbowałem bronić stanowiska, że to, w co gram to również RPG, mówiono mi, że nie.
Kiedy się odcinam - mówią mi, że jednak tak.
A zadam podstawowe pytanie. Dlaczego Ty uważasz, że warto traktować indie jak RPG, a nie jak zbiór indywidualnych gier?
Moja odpowiedź brzmi: przez wspólną tradycję i ogólny zamysł rozgrywania pewnych scen/opowieści/whatever we wspólnej przestrzeni wyobrażonej. To tak jak grami karcianymi nazywamy i pokera i Magica, choć to drastycznie różne pod względem reguł i nawet składnika, który przyciąga człowieka do gry (hazard - sport).
Bo to są RPGi. Szkoda tworzyć jakieś głupie i sztuczne podziały.
Dla mnie właśnie głupie i sztuczne jest branie wszystkiego pod jeden parasol. Jedynym, co generują “wspólne tradycje” są jak na razie nieporozumienia i konflikty.
Tymczasem, definicja RPG? Nie przypominam sobie bym widział taką, co do której wszyscy byliby zgodni. Tyle, jeśli chodzi o “wspólne tradycje” i porozumienia ponad podziałami.
Heh… i potem się dziwimy, że na środowisko graczy ludzie patrzą, jak na świrów
Wszędzie musimy robić podziały - PCtowcy, konsolowcy, xboxowcy, psowcy, rpgowcy, crpgowcy, inidowcy, hack&slashowcy, munchkinowcy… kretynizm.
To tak jakby twierdzić, że np. Szklana pułapka i Siódma Pieczęć nie powinny się zaliczać do gatunku film. Kompletni różne od siebie produkcje, a jednak rodzina ta sama.
Zróbmy jeszcze więcej podziałów i dyskutujmy nad wyższością jednych gatunków nad drugimi. Zawsze mi się wydawało, że przewodnią ideą gier RPG była przyjemność ze spędzania czasu wspólnie z innymi ludźmi. Widocznie się myliłem.
Zaraz, na które środowisko graczy, bo widziałem conajmniej kilka różnych środowisk
Tzn. zupełnie nie rozumiem, o co chodzi. Przecież nawet reprezentatywne gry indie takie jak PTA czy Universalis oficjalnie nie są grami RPG. W przypadku PTA, termin “RPG” nie pada w podręczniku ani razu. W przypadku Universalis, autorzy, którzy są jakby nie patrzeć znanymi teoretykami, wypowiadali się, że nie jest to gra RPG.
Zresztą wiem z doświadczenia, że gracze patrzący na indie przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń z RPG mają częściej niż rzadziej poważne problemy z grą. W to nawet nie da się grać jak w przeciętnego erpega, trzeba podejść jak do indywidualnie, inaczej kraksa sesji murowana.
No i mimo wszystko nikt nie podjął sie zdefiniowania RPG. Twoje porównianie, Wolvie, wydaje mi się natomiast mało trafne - jasne, że to są filmy, tak samo, jak Warhammer, Chińczyk i PTA są grami. Teraz weźmy takie np. Shadows Over Camelot - oficjalnie jest to planszówka, ale czym różni się tak naprawdę od pierwszej z brzegu gry indie wykorzystującej planszę?
Uwaga o wyższości gatunków wyssana z palca. Jako fan indie odcinam się od RPG właśnie po to, by odciąć się od durnych dyskusji o wyższości. W RPG nie gram, więc w sumie nie interesuje mnie, czy jest wyższe, niższe czy jedno uszko bardziej we wtorki.
Wiele osób podjęło się zdefiniowania RPG - choćby PTBG. To, że nie ma jednoznacznej definicji to jeszcze nie znaczy, że nie ma żadnej.
Wymieniane przez ciebie produkty są grami i w większości przypadków zawierają przenikające sie elementy. Istotą RPG jest odtwarzanie ról - jeżeli gry niezależne (te nieszczęsne Indie) tego nie zakładają to pewnie się nie kwalifikują pod tę najprostszą definicję.
Poza tym nigdzie w książce nie musi padać termin RPG, żeby coś nim było. Tak jak film nie musi zawierać wielkiej tabliczki “film” przed swoim początkiem.
Osobiście zwisa mi, czy Indie należą do RPG, czy nie. Te, w które dane mi było grać, jak najbardziej pasują do schematu i definicji. Być może są jakieś produkty, które próbują iść dalej. Ale takie sztuczne wywyższanie się ponad coś z czego się wyszło jest syndromem co najmniej śmiesznym. Zresztą przy dzisiejszym rynku gier, wszystkie gatunki są ze sobą tak powiązane, że ciężko znaleźć dla nich wspólny wykładnik.
A to wszystko sprowadza się jeszcze do tego, że uciekliśmy od tematu, jakim jest kryzys RPG. Gatunek przechodzi zmiany - osobiście jestem bardzo ciekaw 4 edycji D&D. Nabyłem niedawno Dark Heresy, które stało się przyczyną całego zamieszania i jestem bardzo zadowolony. Piękne wydanie, prosta mechanika i świat, na którego fabularną wersję czekałem jakieś 15 lat. To kawał pięknej gry - jeśli zobaczę kiedyś Indie wydane na takim poziomie to stwierdzę, że może lepiej, że poszliśmy do garażu. W innym wypadku wolałbym, żebyśmy do tego garażu nie wracali.
Dopóki nie jesteśmy w stanie przyjąć, choćby na potrzeby jednej dyskusji, konkretnej definicji RPG, brakuje nam wspólnego języka umożliwiającego porozumienie. Ja mogę mówić o truskawkach, Ty o gruszkach.
Gry o których mówimy generalnie nie polegają na odtwarzaniu ról, lub zawierają ten element w bardzo skąpym stopniu. Zostawmy przy tym kwestię niezależności - pisząc o indie mam zwykle na myśli model designu (to również przykąłd rozmytej definicji, staram się więc generalnie rozgraniczać w dyskusjach “indie” i “produkcje niezależne”). Jeśli np. przyjrzysz się całkiem świerzemu apekowi z sesji In A Wicked Age, zauważysz, że odtwarzania ról brakowało - było tylko pociąganie za sznurki postaci wedle własnego widzimisię, dla stworzenia zabawnej historii. Podobnie zresztą wygląda zabawa w PTA czy, o ile mi wiadomo, Unieversalis. Nie sądzę, by panowie z PTBG postawili takie gry na tej samej półce, co powiedzmy Wiedźmina lub Dzikie Pola.
Ogólnie, nie rozumiem w Twojej postawie jednego - dlaczego odcięcie się uważasz za wywyższanie. To tak jakby twierdzić, że fani planszówek wywyższają się ponad fanów innych rodzajów gier.
Kryzys, kryzysem- klasycznie zrozumiane RPG jest w ciężkiej sytuacji, i tyle. Na szczęście nie każdy fan gier jest zainteresowany oprawą - dla mnie np. liczy się w pierwszej kolejności zawartość. Oprawa Dark Heresy raczej nie przekona mnie do zagrania w grę RPG (bo grałem w nie już na tyle długo by wiedzieć, że nie jest to rozrywka dla mnie). Garażowa oprawa Primetime Adventures czy Panty Explosion nie zniechęci mnie natomiast do gry w nie.
Bardzo masz ciekawą definicję “brakowało odtwarzania ról” przy jednoczesnym linku do opisu sesji, gdzie używasz słowa “drama”
Truskawki i gruszki to owoce - a Indie i Pro to RPG.
Mnie nie obchodzi, gdzie twórcy by chcieli postawić swoje dzieła. Rzeźby Mitoraja ciężko nazwać rzeźbami tak naprawdę, a jego potworek jednak udaje rzeźbę na rynku w Krakowie.
Odcinanie na zasadzie, bo to nie jest RPG, bo to nie jest rozrywka dla mnie. To niby w co się bawisz, w picipolo i resoraki? Niby czym według Ciebie jest Dogs in the Vineyard, jak nie RPG, czym jest InSpecters? Jak to nie jest RPG, to ja jestem chiński cesarz.
Wywyższanie - To tak jakby fani Magii i Miecza mówili, że to nie jest gra planszowa, bo klasyfikuje się to w tej samej kategorii co Chińczyk, a to “nie jest rozrywka dla nich”. W tym właśnie widzę problem w demonstracyjnym odcinaniu się od korzeni.
Primetime Adventures poległy u nas już na pierwszej sesji. Nie ma bola, żeby naszej ekipie udało się stworzyć spójny obraz świata - mimo, że każdy jest mistrzem gry, który prowadzi od minimum 8 lat - niektórzy grubo ponad 15.
Jeśli już zresztą czepiamy się definicji, to nie wiem czy istnieje jakaś konkretna, ustalona przez wszystkich definicja Indies.
Twierdząc o zachęcaniu i zniechęcaniu w ostatnim akapicie właśnie stawiasz się w pozycji wywyższającej - nie zagram w Dark Heresy, bo NIE. Bo to ma nalepkę RPG i jest wydane przez profesjonalną firmę dla pieniędzy. Za to zagram w PrimeTime, bo jest lepsze, bo jest z garażu.
A ja zagram w oba tytuły, bo oferują mi ciekawą fabułę, zabawę ze znajomymi (być może do Primetime potrzebna będzie inna drużyna, trudno). I zwisa mi i powiewa, jaką nalepkę chcieli dać grze twórcy, ani gdzie ją postawić. Czasy budowania świątyni dla gier, mam już za sobą. Szkoda na to czasu - lepiej się bawić.
Nie zagram w wampira bo nie, nie zagram w Dark heresy bo nie.
Nie zjem jogurtu truskawkowego bo nie.
Rydzyk Cię uczył sztuki dyskusji?
Najpierw piszesz, że “Nie ma bola, żeby naszej ekipie udało się” a potem z męczeńską miną deklarujesz, że się zaprzesz i jednak zagrasz w PTA.
Dobra, comon, eskalujemy teraz!
W jakie planszówki grałeś? W jakie Indie grałeś?
… przyszedł leśniczy i wygonił nas z lasu.
Każdy kolejny komentarz do tego wpisu będzie kasowany.
Edit: Ostrzeżenie nie zadziałało. Wyłączam komentarze przy tym wpisie.